Andrzej Z.
Kiedy otwieram pokrywę na moim akwarium, czasami dolatuje mnie specyficzny zapach wody. Kiedy tak się dzieje, stoję chwilę wpatrując się w taflę wody i wciągając w nozdrza zapach, który po raz pierwszy poczułem dawno temu. Uczucie to jest całkiem podobne do odkrycia po wielu latach smaku szarlotki, który piekła babcia. Już po pierwszym kęsie przychodzą wspomnienia, tamtych pięknych chwil. Jest rok 1982. Lato w pełni. Deszczowa niedziela. Dom Kultury do którego trafiłem w zupełnie innym celu. W środku, na korytarzu pierwsza giełda akwarystyczna. Stoły, akwaria, buczenie napowietrzaczy. Odkryłem nowy świat. Jak Kolumb, ale bez okrętów. Pamiętam przeciskanie się pomiędzy dorosłymi, żeby tylko przytknąć nos do szyby i wpatrywać się. Egzotyczny świat zamknięty w szkle. Feeria kolorów pierwszy raz zobaczonych ryb. Nimb tajemniczości otaczający wszechwiedzących sprzedawców. I ten zapach. Zapach wody. Tak specyficzny, że utknął w głowie na długie lata. I napędza mnie aż do dziś.